walcząc z myślami,
sztywny jak w grobie,
wszak nie byliśmy sami.
Gdy plecy drapałem,
drżenie swe kryłem,
i skrycie się śmiałem -
bo na to liczyłem,
że uczynisz potem
poduszkę z mej piersi,
że ramieniem oplotę,
że chociaż po części
ukoję swe serce,
pragnienia stłumię...
Lecz ciągle chcę więcej,
się wyzbyć nie umiem
myśli o Tobie...
To tylko dusza,
tłumaczę sobie -
i siłą się zmuszam,
by dalej milczeć,
nic nie powiedzieć,
by kiedy chwilkę
patrzę na Ciebie
nie zacząć czasami
bujać w obłokach
by za zębami
trzymać, że kocham...

no no, ciekawe ciekawe
OdpowiedzUsuń