Uśmiecham się srodze.
Cóż, moje kochanie,
chodź, ból w Tobie spłodzę,
zgniotę cię w dłoni,
jak kartkę się zgniata
słów miecz przy twej skroni
na pół Cię rozpłata!
Prawdę powiadasz -
nie pójdziesz nigdzie
już z bólu się składasz
a większy wnet przyjdzie.
Słów wciąż ci brakuje?
To dech ci zapiera
Gdy rymów szturmuję
cię swych tyralierą.
Klękajcie narody?
Ha! zerknij pod siebie
Zwycięstwa czuć słodycz-
wszak klęczysz na glebie.
Spójrz, w swoje ręce
twój oręż jak z miedzi-
dla mnie nic więcej
niż grudka śniedzi.
Nie zrani mnie nawet,
na wstępie się złamie
Wiec kawa na ławę
czas ginąć, kochanie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz