Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast
na grządce wytyczonej pod stokrotki.
Dla takich, którzy myślą, święte nie jest nic.
Zuchwałe nazywanie rzeczy po imieniu,
rozwiązłe analizy, wszeteczne syntezy,
pogoń za nagim faktem dzika i hulaszcza,
lubieżne obmacywanie drażliwych tematów,
tarło poglądów - w to im właśnie graj.
W dzień jasny albo pod osłoną nocy
łączą się w pary, trójkąty i koła.
Dowolna jest tu płeć i wiek partnerów.
Oczy im błyszczą, policzki pałają.
Przyjaciel wykoleja przyjaciela.
Wyrodne córki deprawują ojca.
Brat młodszą siostrę stręczy do nierządu.
Inne im w smak owoce
z zakazanego drzewa wiadomości
niż różowe pośladki z pism ilustrowanych,
cała ta prostoduszna w gruncie pornografia.
Książki, które ich bawią, nie mają obrazków.
Jedyna rozmaitość to specjalne zdania
paznokciem zakreślone albo kredką.
Zgroza, w jakich pozycjach,
z jak wyuzdaną prostotą
umysłowi udaje się zapłodnić umysł!
Nie zna takich pozycji nawet Kamasutra.
W czasie tych schadzek parzy się ledwie herbata.
Ludzie siedzą na krzesłach, poruszają ustami.
Nogę na nogę każdy sam sobie zakłada.
Jedna stopa w ten sposób dotyka podłogi,
druga swobodnie kiwa się w powietrzu.
Czasem tylko ktoś wstanie,
zbliży się do okna
i przez szparę w firankach
podgląda ulicę.
Wisława Szymborska

I co? Zrozumiałeś tą ironię?
OdpowiedzUsuńDostrzegłem, a poza tym spodobał mi się. :P
OdpowiedzUsuńCiężka sprawa z tym całym ironizowaniem. Człowiek może zostać całkiem niewłaściwie zrozumiany, a jednak otwiera to przed autorem ironii olbrzymi arsenał możliwości, służących ku urozmaiceniu dzieła, uwypukleniu pewnych myśli, stawiając jednocześnie przed odbiorcą możliwość popisania się swoim intelektem.
Myślę, że dobrze zrobi mi głębsze przestudiowanie tego tematu, tak w teorii, jak i w praktyce.
Nie potrafię dostrzec "ironii życia" w tej króciutkie notce zatytułowanej "Mroźna próżna" na Twoim blogu. Pomożesz mi?
Ironia życia?
OdpowiedzUsuńJa, słaba, nie radząca sobie ze sobą w roli siłaczki utrzymującej kogoś równie słabego przy życiu. Ja, wygłaszająca cudne strofy pełne nadziei, sama tej nadziei nie mam. Ja, przyciągająca nieudaczników życiowych, którym daję nadzieję, a sama czuję się pogrążona w bezradności i bezsilności. Oto ironia mojego życia. Słabeusz w roli tytana.