poniedziałek, 30 listopada 2009

Pragnę dymu z jego serca
miłej woni przed Twym tronem.
Duchu proszę, gnaj - rozwiercaj!
klatkę, w której się uśmierca

Pragnieniem serca -
W Twoim odpocznieniu
króciutka chwila.


"Sądzę, że przyjdzie,
bo jego serce pragnie -
jest w amoku"

niedziela, 29 listopada 2009

Modlitwa

Otrzyj me oczy z maści niewiary,
z pychy zatyczek oczyść me uszy,
bym przyjąć mógł duchowe dary,
na Twoją chwałę do boju ruszyć.

Chcę widzieć Twych słów spełnienie,
Głos słyszeć, co prawdę ogłasza,
z ludźmi się dzielić Twoim zbawieniem,
do Twego domu ich wszystkich zapraszać.

Nie daj mi Panie Twej łaski schować,
powołań i darów naucz używać,
na mocy Twego świętego słowa
Boże, królestwo Twe będę odkrywać.

Jestem dziedzicem w królewskim domu,
Wszechmocny mnie Swoim synem ogłosił,
mam prawo przyjść do Jego tronu,
wiem, że dostanę, cokolwiek bym prosił.

W ... spotykajmy się?

Ta godzina a ja nadal w robocie siedzę.


W dupie mam tą knajpę.


Chcę sobie umyć zęby, i zamknąć oczy chociaż na godzinę...

czwartek, 26 listopada 2009

Strażniczka


Stróż


Śpisz tak niewinnie, tak spokojnie.
Siedzę obok Ciebie i strzegę Twego snu.
Gdy się obudzisz mnie już nie będzie,
następnym wieczorem przyjdę znów.

Delikatnie głaszcząc Cię po głowie
nucę miłości dozgonnej melodię.
Jesteś moim sennym marzeniem,
wszelkiej nadziei spełnieniem.

Gdy zechcesz zostanę na dłużej,
świt nie rozproszy tej tajemnicy.
Wtulona w Ciebie zasnę delikatnie,
a wieczorem znów będę stróżem Twym.

Więc zaśnij przy mnie , proszę...
złóż swą głowę na mej piersi.
Ja późnym ranem, sen spłoszę
gdy włosy twe będę mierzwić.

Połóż się przy mnie, nie zwlekaj
nie daj ulecieć ni jednej chwili,
która nas razem wtulonych czeka,
w której niebo się dla nas uchyli.

Wieczorem znów staniesz się stróżem-
Strzec będziesz mnie, i snów krainę
Ja, za poduszkę Ci znów posłużę
Nie dam już odejść ani na chwilę...


Wiersz stróż za pozwoleniem autorki. Kliknij by dotrzeć do źródła

poniedziałek, 23 listopada 2009

Fotografia

Wdycham delikatny zapach Twojej miłości.
Nabieram powietrza, oddech wstrzymuję,
by choć na chwilę do granic wieczności
poczuć jak moja dusza szybuje...


Smakuję tę chwilę, gdy jesteś tuż obok
Czuję Cię przecież! Niemal dotykam!
Zdaje się już masz rzec do mnie słowo,
Wypuszczam powietrze i obraz znika.

wtorek, 17 listopada 2009

Przyśniło mi się... vol2

Słów kilka

Słów kilka, by wielbić Cię Panie
Choć tylko szczątkowo wyrazić zdołam
Na papier przelewam - niech pozostanie
Odbiciem chwili, gdy do Ciebie wołam
Gdy swoją chwałę przede mną rozlewasz
W mglistej poświacie, księżyca świetle
Gwiazdach, które mrugają z nieba.
Tu dzięki Tobie jest tak pięknie...
I wkładasz we mnie to przekonanie,
Że nim kolejny raz słońce zapalisz,
Że nim kolejna noc nastanie
Ty dasz mi powód, bym znów mógł Cię chwalić.

poniedziałek, 16 listopada 2009

hehe

"Któregoś dnia poszłam do miejscowej księgarni katolickiej i ujrzałam naklejkę na zderzak z napisem: "ZATRĄB, JEŚLI KOCHASZ JEZUSA". Akurat byłam w szczególnym nastroju, ponieważ właśnie wróciłam ze wstrząsającego występu chóru, po którym odbyły się gromkie, wspólne modlitwy - więc kupiłam naklejkę i założyłam na zderzak.
Jak dobrze, że to zrobiłam! Co za podniosłe doświadczenie nastąpiło później! Zatrzymałam się na czerwonych światłach, na zatłoczonym skrzyżowaniu i pogrążyłam się w myślach o Bogu i o tym, jaki jest dobry... Nie zauważyłam, że światła się zmieniły. Jak to dobrze, że ktoś również kocha Jezusa, bo gdyby nie zatrąbił, nie zauważyłabym... a tak odkryłam, że MNÓSTWO ludzi kocha Jezusa! Więc gdy tam siedziałam, gość za mną zaczął trąbić, jak oszalały, potem otworzył okno i krzyknął: "Na miłość Boską! Naprzód! Naprzód! Jezu Chryste, naprzód!" Jakimże oddanym chwalcą Jezusa był ten człowiek! Potem każdy zaczął trąbić! Wychyliłam się przez okno i zaczęłam machać i uśmiechać się do tych wszystkich, pełnych miłości ludzi.
Sama też kilkakrotnie nacisnęłam klakson, by dzielić z nimi tę miłość! Gdzieś z tyłu musiał być ktoś z Florydy, bo usłyszałam, jak krzyczał coś o "sunny beach". Ujrzałam innego człowieka, który w zabawny sposób wymachiwał dłonią, ze środkowym palcem uniesionym do góry. Gdy zapytałam nastoletniego wnuka, siedzącego z tyłu, co to może znaczyć, odpowiedział, że to chyba jest jakiś hawajski znak na szczęście, czy coś takiego. No cóż, nigdy nie spotkałam nikogo z Hawajów, więc wychyliłam się z okna i też pokazałam mu hawajski znak na szczęście.
Wnuk wybuchnął śmiechem... Nawet jemu podobało się to religijne doświadczenie!
Paru ludzi było tak ujętych radością tej chwili, że wysiedli z samochodów i zaczęli iść w moim kierunku. Z pewnością chcieli się wspólnie pomodlić, lub może zapytać, do jakiego Kościoła należę, ale właśnie zobaczyłam, że mam zielone światło. Pomachałam więc do wszystkich sióstr i braci z miłym uśmiechem, po czym przejechałam przez skrzyżowanie. Zauważyłam, że tylko mój samochód zdążył to zrobić, bo znowu zmieniły się światła - i poczułam smutek, że muszę już opuścić tych ludzi, po okazaniu sobie nawzajem tak pięknej miłości; otworzyłam więc okno i po raz ostatni pokazałam im wszystkim hawajski znak na szczęście, a potem odjechałam.
Niech Bogu będzie chwała za tych cudownych ludzi!"

Przyśniło mi się...

... coś takiego. Szkic zrobiłem w autobusie jadąc do domu. teraz chciałbym wykombinować coś w pełnym wymiarze.

czwartek, 12 listopada 2009

środa, 11 listopada 2009

Phoeniks

Był kiedyś ktoś piszący mrocznie, i niesamowicie. Fragment naszych rozmów poniżej:


Nitką tekstu prosto w dół
w Twej krainy mroku płynę.
Czując strach, cierpienie, ból
mam wrażenie że tu zginę.

Powoli udaje mi się przywyknąć
do mroku, co oczy duszy zalewa,
a chwilę pużniej unosząc sie zniknąć
nad tekstu wersy wzlatując jak mewa.

I chociaż znów mnie światło otacza,
i jego ciepło na skórze czuję,
gdy zamknę oczy, ta wizja powraca,
jak pająk nić mroku powoli snuje...


***


"Blask"

Gdzie jest Twój Blask w chwili słabości?
Co jest Twą siłą wśród przeciwności?
Jakiej on Ci udziela mądrości?
Pcha Cię ku życiu, czy ku nicości?

Mój jest światłością, co życie daje,
Jest pocieszeniem, o każdej porze.
Wybacza, i kochać mnie nie przestaje,
daje mi, o co Go tylko poproszę...

On chce byś doświadczył Jego miłości,
przyjął łaskę, którą daje przed Ciebie,
zmierzał w Nim wprost do wieczności,
Pełny wiary w swe miejsce w niebie.

wtorek, 10 listopada 2009

Wschód i zachód


Bledną gwiazdy, czerń nieba rzednie,
To blask jutrzenki po niebie biegnie,
Z wolna przemierza nieba sklepienie,
by wkrótce rozniecić słońca promienie.
Wchód delikatnie się żarzy błękitem,
wyżej, w granacie gwiazdy rozmyte
ostatkiem sił błyskają ku ziemi
za chwilę znikną i nic tego nie zmieni.

Przede mną niebo zachodzi purpurą,
wiatr targa jedną, maleńką chmurą,
a ja wciąż siedzę tutaj i czekam
świetlnego przybysza, z tak daleka.
Wiem, że się nie spóźni, że przyjść musi,
do końca czerń na niebie zdusić.

Otwieram okno w wyglądam pielgrzyma,
wśród ptactwa śpiewu czas się zatrzymał,
gdy delektując się, wiatru powiewem.
Widzę jak jasność panuje nad niebem,
jak gasną wszystkie latarnie uliczne,
a ptactwo świergoląc zebrało się licznie.
Już wszystko pomału odżywać zaczyna,
w oczekiwaniu, świetlnego pielgrzyma.
Wiecznością zdaje się być ten koncert
z wzrokiem skupionym na horyzoncie,
by nie przegapić tej jednej chwili -
gdy słońce w końcu się do mnie wychyli.




***




Daleko przede mną słońce zachodzi,
razem z nim światło ze świata umyka.
Jednak teraz, w czerwieni powodzi
dla chwili tej podziw me serce przenika.
Bo to Bóg kolorem słońca niebo maluje:
po prawej z chmur szczyty wysokie układa,
z lewej snop światła chmury zaraz przekłuje
na wprost odcieni czerwieni tańcząca parada...

I radość wielką w sercu odczuwam,
że nie tylko mnie dane dziś będzie
zobaczyć jak słońce powoli się zsuwa
by w końcu zniknąć gdzieś za widnokręgiem.
Jestem szczęśliwy, że jest ta osoba,
która patrzy na świat i również dostrzega
że choć słońce to samo, to inaczej się chowa,
że czasem trzeba przystanąć, by dotknąć się nieba.


Zasnąłem. Udało mi się zdrowo po 5. Nawet nie pamiętam jak mama mnie budziła, za to pobudka o godzinie 15 wróży powtórkę z rozrywki dzisiaj. Dobrze, że jutro jest wolne.

Wspomnienia cd.

Nie mogę spać. W pół do czwartej prawie, a ja dalej nie potrafię ululać tego pieprzonego narządu jakim jest mózg. Po części to wina tego, że znowu spałem popołudniu. Przysnęło mi się jakoś koło 14, i tak do 16 siedziałem przed kompem, z książką w ręce. Bolą mnie od tych fotelowych drzemek plecy, ponieważ staram się siadać w niewygodnej pozycji, celem uniknięcia sytuacji z wczoraj, ale niewiele mi to pomaga. Inna sprawa, że motyl, niebo, mewa sprawiły, że wzięło mnie na wspominanie. Cienie rzeczy przeszłych, niemal zapomnianych powróciły żywe jak dawniej. Postanowiłem to opisać, więc zebrałem się z łóżka, na którym przez ostatni półtorej godziny zdążyłem się milion razy przekręcić, poprawić, obrócić, obtoczyć, i tym podobne; i jestem. Chciałbym zdążyć w godzinę, by wrócić do łóżka nim mama wstanie. Ona strasznie nie lubi jak mówię jej dobranoc zamiast dzień dobry - udam że śpię, i po pół godziny przyjdzie mnie obudzić.
Wspomnienia. To trochę dziwne, że ciąg myślowy prowadzący do konkretnych wydarzeń z przeszłości może być zainicjowany przez zwykłe zdjęcie, w dodatku nie mające nic wspólnego z tym zdarzeniem. A może jednak... Nie każdy zachód kojarzy mi się z "TYM" zachodem, nie każdy wschód, z Tym który opisałem kiedyś tam, i pewnie niedługo wkleję, ponieważ postanowiłem co jakiś czas umieszczać tu takie starocie, by wszystko co się jeszcze zachowało było w jednym miejscu i nie miało prawa zniknąć przy byle formacie dysku... A ten zachód, był szczególny.
Ja, Paweł, i dwie wspaniałe dziewczyny na Dźwirzynowskiej plaży. Postanowiliśmy wtedy pewne rzeczy, do których od niedawna wracam z tych samych pobudek. Pamiętam jak Bóg mówił do mojego serca, i jaki byłem wtedy szczęśliwy. Wtedy wydawało mi się czymś dziwnym, że On nie chce bym popijał piwko. Przecież to był Redd's - oranżadka taka. Teraz poszło, że "nie ma jak przy żubrze" i wiem, że cokolwiek by chciał to zawsze chce dla mnie dobrze, a poza tym potrafi mnie przekonać. Heh, to mój Bóg przecież jest - zna mnie od podszewki.

Wspomnienia. Cudowna sprawa mieć, wspanialsza łapać, dostrzegać tę magię w zwykłości życia; nawet jeśli czasem trafi się bubel, który serce do gardła podnosi, ściska żołądek, i wyświetla życie przed oczyma.



Wspomnienia, czasu okruchy
nachodzą niekiedy niczym złe duchy.
Przynoszą ból, tęsknotę, cierpienie
wzmagając moje osamotnienie.
zamykam się wtedy w żółtym pokoju
zielona ściana- oaza spokoju -
staje się wspomnień moich ekranem
spektakl trwa niczym kinowy poranek...
Wspomnieniaa, skarb życiu wyrwany,
głęboko w sercu starannie schowany
Diamenty, opale szafiry, rubiny:
beztroskie śmiechy, radosne miny,
minury spędzone w przyjaciół gronie,
słońce wschodzące na nieboskłonie,
piasek nad morzem, górskie powietrze,
i ktoś kto olejek mi w plecy wetrze,
by mnie słoneczko spiekło na raka,
kiedy wędrować będziemy po szlakach...
Wspomnienia, jak gwiazdy na niebie,
światłem przez pustkę mrugają do siebie
Wszarości niebycie, w życia przestrzeni
me miejsce pomogą - choć mgliście- ocenić.
Pozwolą przypatrzeć się teraźniejszości
w soczewce doświadczeń nabytych w przeszłości,
I czy na końcu, czy w pół jestem drogi,
wspomnienia - myślę - warto jest łowić.

Wspomnienia

Niezwykłe momenty - wspomnienia,
wysepki pamięci w morzu zapomnienia.
Dziwnym jest, że czasem chwile
nikną, niczym na wietrze motyle,
a czasem zostają, na ramię siadając,
by wciąż przypominać, do ucha szeptając
jak kiedyś było...
znów świat rozmyło, bo skrzydłem zasłania
wspomnienie me oczy. Precz, ręką odganiam,
lecz próżne starania, bo znam te obrazy,
widziałem je przecież już tyle razy.
Wiem, co się za chwilę wydarzy-
znów oczy zamknę i zacznę marzyć...

poniedziałek, 9 listopada 2009

niedziela, 8 listopada 2009

ech...

Znów sam, w ciasnym pokoju
Potykam się o czasu fragmenty.
Znów sam, wśród wspomnień roju
Po raz kolejny na świat zamknięty.

Siedzę, wpatrzony w przestrzeń za oknem,
przeszywam wzrokiem czerni zasłonę,
I tylko wspomnienia blednące, ulotne
Jak film na ekranie szybują w mą stronę.

Lecz one nie wrócą, nie dadzą mi szczęścia
Roztopią się w świetle, wsiąkną w firanę.
Ja, kiedyś wstanę i pójdę do miejsca,
gdzie choć wesoły, wciąż smutny zostanę.

Będę się cieszył jak wszyscy wokoło-
Bawił się, tańczył uśmiechał do ludzi,
I chociaż będę miał twarz wesołą,
To smutek będzie wciąż serce me studził.

Bo nie mam lekarstwa, by duszę uleczyć
Gdzie Bóg, który jest źródłem miłości ognia?
Bo bez miłości - czy ktoś temu zaprzeczy? -
Jest lód i popiół - nie żadna pochodnia....

środa, 4 listopada 2009

Boża obecność.


Gdy o zrozumienie wołam
nie szukam go u człowieka.
Gdy potrzebuję rady
wiem, że człowiek mi nie pomoże
Ty jesteś, i ciężko mi z tym...
Kiedy miłości pragnę,
tej prawdziwej i czystej,
bliskości w osamotnieniu,
czy samotności w tłumie-
Ty jesteś, choć to niełatwe...
Objawiasz, a nie rozumiem,
trwonię, a Ty nadal dajesz,
i tęsknię, choć Ty
tuż obok stoisz,
Ty jesteś, a ja nawołuję...
Wołam, i proszę byś przyszedł,
zaszczycił mnie swą obecnością,
dotknął się mnie w końcu,
bym poczuł, zrozumiał, doświadczył.
Ty jesteś,
nie teraz! Przeszkadzasz...

poniedziałek, 2 listopada 2009

Z tych nienajnowszych

Nałóg dziwny mnie dopada
Głowę moją opanowuje
Gdy uśmiechów Twych kaskada
Narkotycznie mnie szprycuje.
I gdy oczy swe zamykam
Na powiekach się pojawia,
I choć chciałbym to nie znika
Uśmiech co mi radość sprawia.
I wykrzywiam w tym momencie
Usta swoje w odpowiedzi
Na Twój uśmiech - niby zdjęcie,
Co mi ciągle w głowie siedzi...

Księżyc


Wpatrzony w księżyca halo
mieniące się niczym tęcza,
przepięknych barw skalą,
paletą kwiatów naręcza.
Żółcieniem żytniego kłosa,
polnych maków czerwienią;
trawy, na której osiadła rosa,
soczystą, jasną zielenią.
Przystaję, widokiem oczy nasycić,
zadzieram głowę do góry,
by chwilę w pamięci uchwycić
nim księżyc zaleją chmury.

Żadne zdjęcie w google nie oddaje dzisiejszego widoku.
Wszystkie kolory tęczy otoczyły go pierścieniem. Delikatna, ledwie dostrzegalna czerwień, potem żółty i zielony, by wreszcie rozbłysnąć mogły bijąc się z księżycowym blaskiem fioletowe smużki.