wtorek, 27 października 2009

Ona i On


Biegła do przodu łąką zieloną,
po trawie skąpanej poranną rosą,
tam, gdzie z lasu ciemną zasłoną
spierają się złocąc żyto i proso.

Nad strumyk, co wartko pędzi przed siebie,
niby przypadkiem łąkę odwiedza,
by zaraz zniknąć w skalistym żlebie,
w miejscu gdzie boru dobiega miedza.

Stopy lekuchno trawę muskały,
włosy wiatr w pióropusz rozwiewał,
usta czerwone radośnie się śmiały,
na drzewie słowik piosenkę śpiewał.

A ona biegła, jak łania przez trawy,
czasami tylko przystając na chwilę,
kiedy to przed nią, tak dla zabawy
w powietrzu wirując tańczył motylek.

Dalej! nad strumień, rozkosznie szumiący!
przysiadła na brzegu, stopy zmoczyła
od wody chłód bije; przyjemny, kojący.
Toć ją ta podróż kapeńkę zmęczyła.

Naraz zza krzaka młodzian wyskoczył,
chcąc dziewczę podejść wpada do wody.
Cały się biedak nieszczęsny pomoczył;
krople ściekają mu nawet z brody.

Dziewczę się śmiechem rubasznym zanosi,
wchodzi do wody, i wstać mu pomaga
by usiadł przy niej, przymilnie prosi,
co też posłusznie czyni harpagan.

Następnie zzuł z siebie mokre trzewiki,
jął się koszulę płócienną wyżymać,
Po czym wbił dwa widlaste patyki
opodal w ziemię, chcąc w słońcu to trzymać.

----

Nie trzymał długo, ledwie minutę,
wtem żarem niebo jak krwią się zalało
w chwili następnej padł chłopiec trupem -
ognisty pocisk przebił mu ciało

Dziewczyna w szoku - niby słup soli -
stoi tuż obok, strach ciałem jej wstrząsa,
rozumieć zaczyna, że noga ją boli,
gdy w umysł się wdziera fala gorąca.

Dostrzega, kamień na swojej stopie
widać obruszył się - "Toć ziemia drży cała!"
Tuż przy niej martwy leży jej chłopiec...
czy Ona przy nim też będzie leżała?

Strach ją dopada z siłą zdwojoną
ruszyć się boi, choć chce uciekać.
Napiera na kamień, w ustach ma słono-
łzami jej lico strudzone ocieka.

Dokoła rumor, i hałas straszny;
lasem zaczyna władać pożoga,
niebo rozświetla pioruna błysk jasny;
znów ziemią zatrzęsło i wolna jest noga.

W drzewach na dobre szaleją płomienie,
dziewczyna utyka przez łąki i pola,
przewraca się, ręce kaleczą kamienie-
opuszczać zaczyna ją życia wola.

Ponownie upada, twarz ziemi dotyka
włosy na plecach sklejone w bezładzie
nie wstaje więcej, oczy zamyka
chce umrzeć w tej nagłej ziemi zagładzie.

Bać się przestała - śmierci gotowa.
Modli się, ciało już tak nie boli,
duch je opuszcza sunąc po słowach
wyszeptywanych ostatkiem woli.





Justyna chciała ich pozabijać w końcu świata.
Jedyna propozycja jak na razie.
Ktoś ma inną?

3 komentarze:

  1. wybacz, ale mnie się tu na jedno zanosi tylko XD hahaha XD ale wiemy jak działa na mnie zmęczenie i fakt bycia śpiącą, więc może wymyślę coś jutro :P

    OdpowiedzUsuń
  2. On jej nie słyszy,
    nie podaje ręki,
    dziewczyna zwątpiła
    u kresu swej męki.

    KONIEC

    OdpowiedzUsuń